Autor: Cyryl Czaplewski
Festiwal Nowe Horyzonty w wersji kinowej i online zakończył się już ponad tydzień temu. W związku z tym nadeszła pora na krótkie podsumowanie, tj. moje polecajki festiwalowe – bez spoilerów. Zapraszam!
1. „Sirāt”, reż. Olivier Laxe, 2025
Ten film wyrywa z butów. Jako fan Iron Maiden czy Eluveitie mam zerowe pojęcie o muzyce czy kulturze rave. Nie znam się – to obejrzę. Ojciec i syn dołączają do specyficznej grupy imprezowiczów, jadą razem na wydarzenie mające się odbyć gdzieś na pustyni. Mało? Będziecie zaskoczeni. Powiem tylko, że warto dla ścieżki dźwiękowej i dla TEJ sceny, która zmienia wszystko. Koniecznie do zobaczenia w kinie.
2. „Dwaj prokuratorzy”, reż. Siergiej Łoźnica, 2025
„Obyś żył w ciekawych czasach” – mówi pewne chińskie przekleństwo. Niestety nadal aktualne. Przypomnijmy sobie „Proces” Kafki czy „Rok 1984” Orwella, dodajmy do tego sytuację, gdy uczciwy człowiek podejmuje walkę o sprawiedliwość dla drugiego, a przy tym zderza się z systemem–molochem. W filmie ten moloch objawia się w labiryncie ponurych korytarzy, metalowych ciężkich drzwi czy odrapanych krzeseł w poczekalniach. Im głębiej wchodzimy w meandry zależności, tym bardziej uświadamiamy sobie, jak niewiele od nas zależy. Bardzo polecam ten film – mimo że opowiada o końcu lat trzydziestych XX wieku, jego przesłanie pozostaje uniwersalne.
3. „Paw zwyczajny”, reż. Bernhard Wenger, 2024
Film, przy którym odpocząłem i naładowałem baterie na ostatnie dni festiwalu. Niewymuszony humor i satyra na wszelkiej maści pseudo-coachów, trenerów personalnych czy „gości weselnych na wynajem”. Doskonała i inteligentna rozrywka, sporo mówiąca o nas samych. Naprawdę warto – i nie jest to kryptoreklama.
4. Retrospektywa Lee Chang-donga
Wymienię dwa filmy: Zielona ryba (1997) oraz Secret Sunshine (2007).
Jako entuzjasta kina społecznego oraz azjatyckiego nie mogłem sobie odmówić przyjemności ich obejrzenia. Twórczość Lee Chang-donga nie była mi wcześniej znana. Na początku podszedłem do niej z ciekawością, a skończyłem z podziwem dla tego, że „mówi jak jest” – niczego nie upiększa, nie udaje. Ludzie w jego filmach to całe zbiorowości z charakterami, brudnymi sprawkami, ułomnościami i problemami. Reżyser pokazuje zarówno to, co złe, jak i to, co dobre w człowieku.
W Zielonej rybie poszukujący pracy były żołnierz wraca do rodzinnego miasta i trafia pod skrzydła „starszego brata” – lokalnego gangstera średniego szczebla. Mimo wszystko stara się dobrze wykonywać zlecone zadania, ale w końcu musi podejmować decyzje, których konsekwencje są znacznie poważniejsze niż niezapłacenie mandatu.
W Secret Sunshine młoda kobieta przeprowadza się do rodzinnego miasta byłego męża, by wieść spokojne życie. Jednak wścibscy sąsiedzi wchodzą jej w drogę do szczęścia. Lee Chang-dong nie byłby sobą, gdyby nie doprowadził serii wydarzeń do tragedii, która całkowicie zmienia bohaterkę. Sielskie miasteczko staje się zimne, a pobożność mieszkańców – złowroga i karykaturalna.
Ciekawostką jest fakt, że w filmach Lee pojawiają się liczne nawiązania do innych jego dzieł – czasem ukryte. Pozornie drobne sceny, jak patrzenie w chmury czy wizyta w restauracji, mogą mieć większe znaczenie, niż się wydaje. Takie „easter eggi” zdecydowanie ubogacają jego kino.
5. „To był zwykły przypadek”, reż. Jafar Panahi, 2025
Moje tegoroczne polecajki łączy motyw przełomowych wydarzeń w życiu bohaterów. Nie inaczej jest tutaj. Film zdobył Złotą Palmę w Cannes – zasłużenie? Myślę, że tak. Mamy tu portret zwykłych ludzi, którzy chcą ukarać oprawcę – człowieka, który nocą potrącił psa i spowodował wypadek. Na pierwszy rzut oka „niska szkodliwość społeczna”, ale sprawca może mieć na sumieniu znacznie więcej… a może jednak nie? To pytanie staje się osią filmu. Panahi zestawia niedoskonałości i charakterność ofiar z postacią oprawcy. Warto obejrzeć nie tylko dla nagrody, ale też dla nieoczywistej, nie czarno-białej fabuły.
Anty-NH
Na koniec – film, który nie przypadł mi do gustu wbrew obiegowym opiniom. Tegorocznym anty-NH jest Niewygodna prawda, reż. Mike Leigh, 2024. Moim zdaniem powinien raczej nosić tytuł jakiejś znanej produkcji paradokumentalnej. Niewygodną prawdą o tym filmie jest to, że wisi on na jednej postaci – głównej bohaterce, która krzyczy na wszystkich. Reszta bohaterów jest jednowymiarowa i płaska. 22-letni syn głównej bohaterki, po przejściach, zachowuje się jak siedmiolatek – szczególnie rażące jest to w scenie z książeczką o samolotach. Pozostałe postaci były tak „charakterystyczne”, że ledwo je pamiętam. Co innego hype – „główna postać nikogo nie lubi i jest bezkompromisowa”. Cóż… moim zdaniem nie tędy droga.
To tyle ode mnie – dzięki, że przeczytaliście.
