Oscary 2010. Lecimy dalej. „The Hurt Locker” w reżyserii Kathryn Bigelow- to kolejny kandydat do Oscara, ma 9 nominacji, w tym w kategorii Najlepszy Film i Reżyseria.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=zRUBHTPPus4[/youtube]
Pamiętaj jak jeszcze parę lat temu krytycy rozpływali się nad „Jarhead”. Nowa wojna – nowy sposób pokazania jej w kinie. A raczej wojny, której nie ma. Za to jest banda żołnierzy, którym wtłoczono do tych obciętych na słoja łbów, że idą na wojnę najprawdziwszą jaką mogą sobie wyobrazić. Tymczasem na miejscu okazuje się, że przeszkolonych żołnierzy czeka jedynie nuda pustynnego życia w barakach.
W filmie „The Hurt Locker” mamy dalej tych przeszkolonych żołnierzy, i wykonują oni jak najbardziej realną robotę. Film Kathryn Bigelow o saperze, który z uwagi na to, że przykłada się maksymalnie do swojej pracy i jest przez to odbierany jako szaleniec, to mój osobisty kandydat do tegorocznego Oscara.
W sumie Bigelow nic nowego nie odkryła. Wojna jako uzależnienie pojawiała się już wcześniej, choćby u Stanleya Kubricka w „Full Metal Jacket” czy nawet „Plutonie” Oliviera Stone’a. Mi bardziej jednak dosadnie „Hurt Locker” kojarzy się z mało znanym filmem „Dziewczyna żołnierza”, gdzie takie uzależnienie od wojny obserwujemy od samego początku, od pierwszego „macha” po już grube wejście w wojnę. O ile „Dziewczyna żołnierza” (A Soldier’s Sweetheart) pokazywała cały proces, to w filmie Bigelow po prostu obserwujemy narwanego faceta w pracy, w swoim żywiole.
Jego koledzy z załogi patrzą na niego zdumieni, nawet najbardziej doświadczeni żołnierze uważają go za wariata. Oni sami dają czasem ponieść się stresowi, tracą nerwy, nie szukają guza, chcą wykonać dobrze swoją pracę, ale ryzykować jak najmniej. A o ryzyko w pracy sapera nie trudno. Sierżant William James jest jakby poza tym. Od samego początku, gdy wprost rwie się by rozbroić bombę. Nigdy się nie poddaje, chyba że nie ma już wyjścia. Dla niego ostatnie sekundy to nie czas by uciekać, lecz by dokończyć to co zaczął. Facet żyje pożyczonym czasem i nie potrafi inaczej.
W jego środku drgają emocje wtedy gdy musi rozbroić kolejną bombę, ma jednak jak najbardziej zwykłe ludzkie uczucia, jak choćby współczucie, któremu nie lubi się poddawać (motyw z chłopcem sprzedającym filmy, którego poznaje w obozie).
Ale tak naprawdę jego jedyną miłością jest wojna.
„The Hurt Locker” pokazuje wojnę z nowej perspektywy. Zamiast bitew, strzelanin – mamy zamachowców, bomby i saperów. Czasem zastanawiam się, czytając o kolejnych zdarzeniach w Iraku, czy o to głównie tam nie chodzi – o wojnę z bombami i zamachowcami. Jeśli tak wygląda świat, tura żołnierza w Bagdadzie, to podobnie mógł wyglądać każdy inny dzień innego żołnierza, w innej wojnie. Choć to wciąż ten sam narkotyk. Co ciekawe, i choćby za to ten film powinien otrzymać honory Akademii – często uzależnienie od wojny kojarzy się z uzależnieniem od zabijania. Ten film pokazuje, że to wcale nie o to chodzi. To o wiele grubsza sprawa i co my możemy z tego zrozumieć, skoro Jamesa nie rozumieją nawet kumple z oddziału, którzy przecież siedzą w tym samym gównie co on.
Na koniec nie związane z tematem, ale że w klimatach pustynnych: kawałek zespołu Niyaz.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=YNmchWsSmUo[/youtube]
Dodaj komentarz