Niezależnie od polityki, są filmy, które potrafią mówić mocno i szczerze przeciw wojnie. Nawet te radzieckie, których dzisiaj może nie chcemy oglądać z wiadomych względów. Pomiędzy sowiecką propagandą a surową brutalnością znajdzie się miejsce dla antywojennej wymowy właśnie w tych trzech filmach.
UWAGA MOŻLIWE SPOILERY
Los człowieka – reż. Sergey Bondarchuk, rok 1959

Niektórzy mogą powiedzieć, że ten film to typowa propaganda, kolega mi wypomniał, że za czasów PRL katowano tym filmem widzów w telewizji. Ale wojna w „Losie człowieka” wygląda jak monstrum, które połyka zwykłego człowieka, sprowadza na niego piekło na ziemi i gdy ostatecznie zostajemy sami tylko od nas zależy jak na nowo będziemy budować świat po wojnie – według wizji filmu z empatią i współczuciem.
Ten humanistyczny objaw „Losu człowieka” wyciera dość skutecznie propagandowe wątki – bowiem antywojenna wymowa pozostaje wciąż uniwersalna. Ot, los człowieka wrzuconego w machinę wojny, człowieka, który traci wszystko. Główny bohater, Andriej Sokołow, ukazany jest niemal jak męczennik, który heroicznie znosi kolejne ciosy od losu.
A gdzie propaganda w tym filmie? Oto radziecki bohater – który mimo przeciwności losu pozostaje wciąż dobrym poczciwym człowiekiem, a wroga wita z uniesionym czołem, robiąc nawet z picia wódki swoistą „wojenkę” pokazującą hart ducha sowieckiego żołnierza.
Ktoś mógłby powiedzieć, ok ale gdzie tu wymowa antywojenna? Andriej po prostu znosi cierpienia, a bohater antywojenny buntowałby się. Tylko ilu żołnierzy rzeczywiście buntuje się na polu bitwy? Przecież nie można pokazać zła wojny bez perspektywy wrzucenia takiego zwykłego człowieka w tryby przemocy i cierpienia.
„Los człowieka” pozostaje historią człowieka tęskniącego za rodziną i miłością. Ale skoro wojna zabiera to także oddaje. Andriej ostatecznie znajdzie ukojenie w ramionach osieroconego chłopca. Tylko miłość może zabliźnić wojenne rany.
Lecą żurawie – reż. Michaił Kałatozow, rok 1957

Oto kolejny film, który należy do radzieckiego kanonu kina wojennego. Można właściwie napisać, że to melodramat wojenny (antywojenny?). W „Losie człowieka” to żołnierz opuszcza rodzinę zmuszony iść na wojaczkę i tam obserwujemy jego losy, odwrotnie właśnie niż w „Lecą żurawie” gdzie bardziej wpatrujemy się w życie tych pozostawionych. Wojna jest tu tragiczna przede wszystkim dlatego, że niszczy zwykłe, codzienne szczęście ludzi, ich miłość i nadzieję.
Czujemy dylematy i ból Weroniki, którą wojna rozdzieliła z ukochanym. Gdy tymczasem ten sam ukochany wije się w okopach, próbując oszukać śmierć, oczami Weroniki oglądamy świat zwykłych ludzi (czyli nie-żołnierzy), który zmienia się diametralnie. Tęsknota za uczuciem zabita wybuchem wojny chyba jest najbardziej antywojennym wątkiem „Lecą żurawie”. Los Weroniki zdaje się być bardziej skomplikowany niż prychnięcie pogardy obserwatora z boku: on na wojnie, ona wybrała innego zamiast czekać.
Tutaj miłość nie zabliźni ran, bo rany te wywołała sama wojna. Tylko żurawie mają to gdzieś, dalej sunąc po niebie, zaraz nikt nie będzie pamiętał ani o anonimowym poległym żołnierzu ani o dziewczynie, która po prostu chciała być szczęśliwa z pewnym chłopcem, który wolał iść na front.
Idź i patrz – reż. Elem Klimow, rok 1985

To jeden z najbardziej wstrząsających filmów wojennych w historii kina. O ile można by dyskutować ile jest sowieckiej propagandy w poprzednich tytułach to w filmie Klimowa panuje tak mocna brutalność wojenna, że nie sposób szukać tam takich wątków – nawet jeśli są to umykają gładko oku widza.
To, co jest głównym bohaterem tego filmu to dosłowne piekło wojny. Nie ma uczuć, nie ma miłości, a co najgorsze nie ma nadziei. Nie są to więc chwytne podstawy sowieckiej propagandy – jednak ten blask czegoś pozytywnego jest potrzebny by pokazać wartość zwykłego człowieka. W „Idź i patrz” nie ma żadnego blasku. Jest tylko śmierć, ból i przemoc. Film ten całkowicie pozbawiony jest ideologicznego patosu.
Można nawet powiedzieć, że ten film pozbawiony jest tego „filtru” propagandy, który często łagodził obraz wojny w radzieckim kinie, właśnie na przykład w „Losie człowieka”.
Brak tu szlachetnego cierpienia, okrucieństwo wydaje się bezsensowne, a uczestnicy są bezradni wobec powszechnej siły przemocy.
Brutalność wojny przedstawiona w filmie ma przerażać przede wszystkim. Wojna to bezsens, zdaje się mówić „Idź i patrz”. Jedyne co można zrobić na wojnie to przeżyć i zapamiętać to wszystko. Szok wojny jest tak wielki, że nie zostawia furtki dla nadziei. Bardzo pesymistyczna wizja wojny jest zarazem jej najbardziej antywojenną wymową. Tak proste skreślenie przerażającej filmowej odysei chłopca wywala z głowy widza wszelkie pozytywne uczucia.
Jest nam przykro, oczywiście, przez to cierpienie, którego doświadcza główny bohater i ludzie, których spotyka, ale główną ideą „Idź i patrz” jest nami wstrząsnąć realistycznym obrazem wojny i pozostawić z głębokim poczuciem pustki.