The Runaways – film

The Runaways
The Runaways

The Runaways – amerykański, kobiecy zespół wykonujący muzykę proto punk i heavy metal w latach 70. –> to za wikipedią.  O ile proto punk mogę jeszcze zrozumieć, choć też dołożony znikąd to heavy metal już w ogóle nie pasuje.

Aktualizacja: jestem po seansie. Czas na ocenę – The Runaways – movie! recka poniżej

Jeśli The Runaways grały jakąś muzykę to był to zdecydowanie rock czystej krwi. Oczywiście, z lekkim punkowym zacięciem, ale jeśli posłuchacie to zrozumiecie.  Że wikipedia się myli.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=25hmT8phNsw[/youtube]

A teraz w Stanach wszedł w marcu film o tym zespole – The Runaways. Bardzo przeze mnie oczekiwany.

Aktorstwo nie wróży dobrze:  Kristen Stewart jako Joan Jett (tak, tak, kochanica bladolicego Cullena ze „Zmierzchu”) oraz Dakota Fanning jako Cherrie Currie (tak, ta mała dziewczynka, co grała w wielu wielu filmach). Ale może okazać się inaczej, może w tych skórach panienek na topie kryje się materiał na dobre aktorki. Myślę, że da się to poznać po tym filmie – w końcu królowe rock’n’rolla to charyzmatyczne postacie do zagrania.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=OTpdXKocacQ[/youtube]

THE RUNAWAYS  – FILM – recenzja

Chyba muszę obejrzeć jeszcze raz bo jak na film o takim zespole rock’n’rolla jest tam całkiem mało. I nie chodzi o muzykę czy klimat, a raczej o to ostre rockowe walnięcie. No więc – film nie zachwyca . I to jest największa bolączka.

Cały film koncentruje się bardziej na postaci Cherry Currie – nic dziwnego, to ona miała być wizerunkiem zespołu. W tej roli Dakota Fanning. Pamiętacie jak z Jodie Foster, która zaczynała jako młoda dziewczynka wyrosła jedna z najlepszych aktorek świata? Albo jak całkiem przemknęła do świata filmowego mała przyjaciółka E.T., czyli Drew Barrymore. No więc nastoletnia Dakota nie jest dobrą aktorką, zostawiła chyba swoje umiejętności w dzieciństwie.

Nic nie zagrała w tym filmie. Zero poczucia rock’n’rolla. Sztywna jak patyk, a do tego kompletnie nieprzygotowana do roli. Fakt, wyrosła na miłą dziewczynę, ale ani uroda ani dobra charakteryzacja nie ukryją fuszerki jaką wykonała aktorka. Cherry nie jest w ogóle seksy, nie jest rockowa, nie jest… The Runaways.

O dziwo lepiej poszło „mimozie” ze Zmierzchu. Kristen Stewart potrafiła zawrzeć w kilku gestach Joan Jett. Może to nie jest idealna Joan i dość mało rockowa, ale przy Dakocie Kristen czuła bluesa. Podobało mi się, że nauczyła się naśladować postać, którą grała, i że górowała umiejętnościami nad resztą aktorów. Robiła to zresztą w moim mniemaniu dość swobodnie. Nie zrozumcie mnie źle: to żadne wyżyny aktorstwa, ale że aktorstwo w tym filmie leżało płasko na ziemi, to Stewart dała sobie radę.

Podejrzewam zresztą, że to właśnie aktorstwo położyło ten film na łopatki. To normalnie przy biografiach. Antagoniści muszą nam włazić na twarz i powalać na kolana, jak np. Joaquin Phoenix jako Johnny Cash w „Walk the line”. Inaczej klimat filmu, choćby nie wiadomo jak dobry, bierze w łeb.

Całą resztę drużyny The Runaways pominę milczeniem. Na notkę zasługuje jeszcze rola Michaela Shannona jako menagera zespołu. Upajał wprost brakującym rockiem i rozwalał ekran. Zagrał faceta, który dostaje przepis na idealną grupę rockową i wie jak ten przepis zrealizować.

Czego zabrakło filmowi The Runaways? W moim przypadku obwiniam pobieżne potraktowanie dziewczyn – parę drobnostek w stylu rodzinne problemy Cherry i nieugruntowana orientacja seksualna Joan to zdecydowanie za mało, by te panny waliły w nas mięsem prawdziwego rodzaju. W zamian dostajemy podroby, i choćby Stewart dwoiła się i troiła to nie zdołała wyjść poza rolę ze scenariusza. A szkoda. Choć najbardziej szkoda postaci Cherry. Strasznie nad tym ubolewam.

Przecież ta panna rozpierdalała scenę gdy na nią wchodziła. W filmie tego brakuje bardzo mocno. Na pocieszenie dodam, że film jednak swój klimat posiada i ma naprawdę świetne zdjęcia. No i jest muzyka.

Mam ogromną nadzieję, że przyjdzie mi obejrzeć ten film jeszcze nie raz (na pewno) i wtedy może zmienię zdanie na lepsze (jakoś w to jednak wątpię). Jeśli tak się stanie nie omieszkam tego tu odnotować.

„You could just dance to that rock and roll station
And it was alright”

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=BQCEPKlOVrU[/youtube]

The Runaways Rock and Roll

Ginni said when she was five years old
You know there’s nothing going down at all
She turned on that radio
And there was nothing happenin’ at all
She turned on that LA station
Couldn’t believe what she heard at all
She started dancing to that fine fine music
Her life was saved by rock and roll
Despite all the complications
You could just dance to that rock and roll station
And it was alright
It was alright
It was alright
It was alright, you betcha
Ginni said when she was five years old
You know our parents will be the death of us all
Two TV sets and two cadillac cars
Well they don’t mean nothin’ at all
She turned on that LA station
Couldn’t believe what she heard at all
She started dancin’ to that fine fine music
Her life was saved by rock and roll
Despite all the complications
You could just dance to that rock and roll station
And it was alright
It was alright
It was alright
It was alright, you betcha

15 odpowiedzi do “The Runaways – film”

  1. Choć muzyką się raczej interesuję, to o zespołu nie znałem (ale lata 70-te raczej mało mnie interesują). Dziewczyny wymiatają!

    Najbardziej podobają mi się kształty gitar. Na identycznych gra James Hetfield z Metalliki. No i to zachowanie na scenie – szczególnie podczas solówki! Może stąd przypięcie łatki do heavy metalu. Film z chęcią zobaczę. Może warto mimo mimozy ze „Zmierzchu” 🙂

  2. Film zajebisty widziałam już jakiś czas temu ,dla fanów Joan Jett i dobrego rocka polecammmmmm!!!!!

  3. mógłbym po staropolsku ci napisać tak jak ty w tym „artykule”
    gówno wiesz o muzyce i jej historii i tyle samo o filmie. Mógłbyś się bardziej przygotować jak już zamierzasz swoje wypociny publikować.
    Zobacz jakie role grała Dakota jako dorosła i jak została oceniona (nie jestem fanem Dakoty) po za tym (dalej po staropolsku) popierdoliły ci się gatunki filmowe, opisywany film jest biografię to nie „musical” 😉 i na historię zespołu jest postawiony nacisk.
    tyle o filmie teraz o muzyce.
    Currie była taka nieco za mało rockowa (to nie Joan Jett lub Lita Ford) i tak została zagrana 😛
    informację o tym, że jakiś wykonawca był „Heavy metalowy” piszą, albo gówniarze urodzeni pod koniec lat ’80 albo ludzie niby dojrzali, ale pewnie z szeroko postępującą demencją starczą 😛
    w roku 1975 nie istniało takie pojęcie jak Heavy Metal (to już lata ’80te) był Rock, Hard Rock, Blues Rock, czy Rock symfoniczny i elektroniczny, oraz rodził się Punk Rock nie wymieniam innych nurtów muzyki pop, bo za wiele (nawiasem mówiąc nazwa Glam Rock też powstała dużo później, wtedy np Slade, Sweet, Nazareth, Gary Glitter, czy Suzie Quatro tworzyli rocka). To tyle o ile masz odwagę nie skasować komentarza rockowego dziadka.
    Ze staropolskim pozdrowieniem.
    Lesli

  4. Ja pierdolę, ale kurewski film. Mnie rozpierdala jak pani dziennikarz pisze na swoim blogu: cyt: „ołożony z dupy”, „ostre rockowe “pierdolnięcie””, „film nie rozpierdala”. Mam nadzieje, ze moj 12 letni syn do tego bloga nie dotrze, bo jak jak jemu wytlumacze, ze nie uzywa sie slow jakich uzywaja dziennikarze najwiekszego lokalnego dziennika :(. Prosze o info, ze blog tylko dla osob >18lat.

  5. Lesli: a przeczytałeś w ogóle dokładnie to co napisałam? gdzie ja napisałam, że to heavy metal? Sama podważam cytat z wikipedii. Wiem, że to film biograficzny. To też piszę. No tak patrzę i nie widzę tych super ról Fanning, chyba, że zaliczasz do tego sagę „Zmierzch”. Poza tym to moja opinia i tak oceniłam jej grę. Już nie można? Na swoim własnym blogu?
    Dakota w ogóle nie czuła rocka w tym filmie, a nie że tylko trochę – takie jest moje zdanie.
    Dziękuję za lekcję historii muzyki – zawsze warto sobie powtórzyć znane informacje:)

  6. Polonisto: odpiszę Ci jak koledze wyżej – już nie można na swoim własnym blogu?
    Jestem na blogu u siebie a nie w lokalnej gazecie – poza tym sam wzoru nie dajesz, bo o ile moje ‚wulgaryzmy’ trzymają jakiś opisowy poziom w sensie wpisu, to twoje są już zwykłym przeklinaniem. I ciekawe jak to wytłumaczysz swojemu synowi?

  7. o widzisz @oli słowa w jakich napisałaś o tym „metalu” świadczyły, że masz pretensję że ktoś to nazwał metalem, a ja mam do tego kogoś pretensję, że wogóle używa tego nazewnictwa do czegoś co w tamtych latach nie istniało i raczej to bym wytknął, na ale może nawet podobnie myśleliśmy. nie ważne, ważne jest to że pisałem do ciebie jak do faceta, bo przez myśl by mi nie przeszło, że laska może taki kibel z gęby robić (wulgaryzmy) mylisz się pisząc, że na swoim blogu możesz pisać jak chcesz, jesteś niby przedstawicielem pewnego zawodu twój blog jest reklamowany na publicznym portalu, więc godzisz się z tym, że jest również publiczny ty tylko go prowadzisz. to tak jak Muniek Staszczyk na koncercie się zapomniał, że owszem koncert jest jego, ale tworzy dla publiczności i nieistotne, że on bierze kasę a ty nie (być może). Nie jestem świętojebliwy i na prywatnym czacie możemy sobie pogadać, że film jest chujowy, ale nie public.
    więc sorry, że zamieniłem ci płeć, ale to po części twoja wina.
    Co do Dakoty, wpisz w google jej nazwisko + nagrody i się przekonasz czy jest zauważana i jak, a to że nie podoba mi się jej gra (tobie również jak widzę) wcale nie powoduje, że jest gorsza od Barrymore czy Foster, a ich gra również mnie nie powala.
    Pozdro
    PS film mi się podoba w zasadzie bardziej jak niejeden inny bio o tej tematyce.
    Polecam obejrzeć też „Zdobyć Woodstock”
    pomyśleć, że w zasadzie gdyby nie splot przypadków, to nie byłoby prawie największego festiwalu w historii (większy tylko na wyspie Wight w 1970)

  8. proszę bardzo chłopaki:) – jeśli mamy w większości dyskutować o trzech słowach, to wolę je zmienić na łagodniejsze i wrócić do prawdziwej dyskusji.

    Lesli: to że nie podoba mi się gra jakieś aktorki nie znaczy, że jest zła ogólnie. Ale czasem jedna paskudnie zagrana rola jest w stanie zniweczyć tysiące nagród. A czasem na odwrót: jedna nagroda jest w stanie zniweczyć tysiące złych ról (jak w przypadku Sandry Bullock). Moim zdaniem Dakota nie wróży dobrego aktorstwa, ani teraz, ani w przyszłości i wcale nie byłabym zła gdybym się myliła. pozdrawiam:)

  9. @oli – też nie byłbym zły gdybyś się myliła, bo brakuje w filmie (i muzyce również) gwiazd przez duże G.
    Przez moment myślałem, że ja już jestem stetryczały i to co dobre to już było 😉
    i na szczęście się myliłem i na szczęście to zauważyłem, więc nie jest ze mną tak źle 🙂 jednym z przykładów jest Dicaprio wg mnie denny aktor wylansowany na siłę, a dopiero kilka ostatnich filmów przekonało mnie, że chłopak nauczył się grać i gra dobrze. A obecna dyskusja, też wywiązała się (przynajmniej z mojej strony – za polonistę nie odpowiadam) z powodu naszej polskiej mentalności najpierw działać potem pomyśleć, a trzeba było przeczytać cały tekst (dwa razy) i ew zapytać „co autor miał na myśli” tu też skutkuje dawne nauczanie – jeśli autor nie powiedział co miał na myśli to nie dorabiajmy na siłę scenariuszy które mogą być błędne (ja ten błąd popełniłem). Co do ortografii i wulgaryzmów zdania nie zmienię, bo uważam, że jedno i drugie jest wyrazem szacunku lub jego braku do adwersarza (dozwolone jedynie między ludźmi którzy dobrze się znają i to tolerują)
    No cóż z dyskusji filmowej zrobiło się prawie OT 🙂
    ale malutkie usprawiedliwienie – pierwszy raz się odezwałem na blogu (sam nie prowadzę i w zasadzie zawsze byłem na anty) no i jestem typowym polakiem 🙁
    Trzymaj się ciepło 😉
    i nie pogniewam się jak po przeczytaniu usuniesz ten wpis, bo prawie nie na temat jest 🙂

  10. witam, filmu jeszcze nie widziałem, zrobię to niebawem;-) ale nie mogę się doczekać bo uwielbiam biografie rockowców i tego typu historie o prawdziwych gwiazdach muzyki; i choć parę filmów na ten temat (lepszych, gorszych i tych całkiem słabych) mam w swych zbiorach pozostanę zdania, że jednak Oliver Stone zawiesił kiedyś poprzeczkę tak wysoko, że od tego czasu, będziemy, ja przynajmniej tak mam, każdy film tego typu oceniam w odniesieniu, czy powiedzmy przez jakiś pryzmat filmu „The Doors”.

  11. mam pytanie. gdzie ogladaliscie film. ja nigdzie ie moge znalesc chodi mi o napisy

  12. Oli, mam do Ciebie pytanie o fenomen horroru, ponieważ Ty uwielbiasz ten gatunek, ja przeciwnie – unikam jak mogę, ale jakiś czas temu czytałam na stopklatce fajny artykuł, a znajoma podrzuciła mi info o jednym filmie, który zainteresował mnie tylko dlatego, że w nim dziewczyny są wyjątkowo odważne. Mowa o filmie Zejście 2.Ten horror odkrywa pokłady sił drzemiące w kobietach, to one podejmują właściwe decyzję i radzą sobie lepiej niż mężczyźni w sytuacjach kryzysowych. Więc jak to jest, dlaczego takie filmy kręcą ludzi?FF

  13. FannyFace: myślę, że to jest tak. Horrory przedstawiają sytuacje nieprawdopodobne lub mało prawdopodobne. Nazwijmy to ekstremalne. Zwyczajny człowiek nie przeżywa takich rzeczy w ogóle, albo zazwyczaj rzadko. „Podglądywanie” takich zdarzeń w filmach to jak obcowanie z inną kulturą (jak np. lubimy oglądać filmy o Indianach). To coś „innego”, co możemy poznać tylko dzięki horrorowi. A ten gatunek ma jedną niewyobrażalną cechę przewyższającą inne gatunki – pozwala (o ile horror jest dobry) poczuć prawie to samo co bohaterzy filmu. Boimy się, a przy okazji nie tracimy nic oprócz nerwów. Bohaterzy mogą stracić życie;) A my w najgorszym przypadku stracimy 2 godziny czasu albo kupę nerwów. I co fajniejsze i dziwniejsze: czasem dobrze się przy tym bawimy:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.